• Wpisów: 2
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 22:45
  • Licznik odwiedzin: 1 026 / 1362 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
obscurity
 
Dwa lata później

-    Halo, proszę pana, zamykamy już! – wrzasnął gruby barman, stercząc w drzwiach od zaplecza. – Panu już chyba na dziś wystarczy.
-    Yyy... Ech... A, tak... Już idę... – powiedział przepraszającym tonem Clark Leto, wstając od stolika i  zataczając się od ilości wypitego alkoholu.
Skierował się w stronę drzwi i chwiejnym krokiem ku nim ruszył. Pchnął je i wyszedł na ulicę. Była pierwsza w nocy. Miasteczko Terriville było pogrążone w objęciach Morfeusza. Mężczyzna podszedł do latarni, aby oświetlić tarczę zegarka. Odczytał z trudem godzinę i zrezygnowany usiadł na chodniku, opierając się plecami o latarnię. Wyglądał jak wrak człowieka; zaniedbany, przepity, wiecznie zmęczony. Ubrany był w pościerane, ciemnoniebieskie dżinsy, spłowiały, pomarańczowy t-shirt i ciemnobrązowy, długi płaszcz. Jego oczy i wyraz twarzy skrywały pustkę i ból. Clark już nie wyglądał tak dobrze, jak dawniej. Podniósł się powoli i niepewnym krokiem ruszył do domu. Po kilkunastu minutach dotarł wreszcie do drzwi mieszkania, już za trzecim razem trafił kluczem do zamka, zrzucił z siebie ubranie i ruszył do łóżka.
Wtedy właśnie rozległ się dźwięk telefonu.
Kto, do jasnej cholery, może tu dzwonić o tej godzinie?
Przez chwilę zastanawiał się, czy odebrać. Wreszcie, po trzecim sygnale, uczynił to. To, co usłyszał, dosłownie go zmroziło.
Usłyszał głos osoby, który poznałby na drugim końcu świata.
Głos Lois Leto.
- Cześć Clark. Co słychać? Dawno się nie widzieliśmy, wiem, przepraszam. Pamiętasz hotel „Biały tulipan” w Red Pointview? Całkiem przyjemne miejsce. Może mógłbyś tam wpaść jutro? Będę tam na ciebie czekała. Wezmę ze sobą Timmy’ego. Aha, Clark, dlaczego nigdy mi nie mówiłeś, że twoja była żona, Evelyn Kelleher, też tu jest? Czemu mi nie powiedziałeś, że ona nie żyje?
  • awatar /Ewelina :D/: Moim zdaniem ona ożyła :P Nie mogę się doczekać następnej części :D
  • awatar obscurity: To nie to :P następna część się pojawi, jak mnie wena twórcza najdzie, a to może zdarzyć się całkiem szybko ;) pozdrawiam czytających ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

obscurity
 
- A teraz ogłaszam was mężem i żoną – rzekł ksiądz Luthor, kończąc uroczystość ślubną w kapliczce nad jeziorem w malowniczym miasteczku Red Pointview.
Sakrament małżeństwa zawarli Clark Leto i Lois Carpenter. W malutkiej kapliczce znajdował się tylko ksiądz, młoda para i ministrant. Clark musnął żonę wargami, po czym wziął ją za rękę i powoli ruszyli do wyjścia. On miał na sobie elegancki, czarny jak węgiel garnitur i buty z czubkiem. Ona była odziana w śnieżnobiałą, aksamitną suknię i szpilki koloru mlecznego, którymi nieustannie zahaczała o długą suknię. Byli zupełnymi przeciwieństwami, a wręcz magnetycznie się przyciągali. On, dwudziestoczteroletni, średniej postury blondyn o szafirowych oczach, już po jednym rozwodzie, zawsze ułożony, kierujący się logiką, racjonalnie myślący, opanowany. Ona, dwudziestodwuletnia, filigranowa brunetka o szmaragdowych oczach, wiecznie uśmiechnięta i roześmiana, szalona, kierująca się raczej emocjami, roztargniona. Kiedy tylko wyszli za próg kapliczki, ich oczom ukazał się dość stary i nieco obskurny budynek; hotel o dźwięcznej (i cholernie infantylnej, jak mawiał Clark) nazwie „Biały tulipan”. Nie był on niczym szczególnym, ale młoda para darzyła go niemałym sentymentem. W końcu nie można przechodzić obojętnie obok miejsca, gdzie po raz pierwszy uprawiało się seks, prawda? Clark bywał tu także ze swoją byłą żoną. Ostatniego pobytu w tym miejscu z nią nie wspominał miło. Miał do tego powody. Już prawie w stu procentach zapomniał, nie chciał do tego wracać. Nie wiedział tylko jednego.
Nie wiedział, że to wróci samo.
Synu, przepraszam...
Wspięli się po kilku stopniach i pchnęli w tym samym momencie cierpko skrzypiące drzwi. Młody pan posłał podstarzałej i garbatej recepcjonistce o irytująco miłym i dobrotliwym wyrazie twarzy pełen niekłamanego uroku uśmiech i bez wahania, wraz z Lois, wkroczył na odrobinę przegnite, drewniane schody. Wreszcie znaleźli się na górze i biegiem ruszyli do swojego pokoju. Kiedy w końcu się tam dostali, nawet się nie przebierali. Tak bardzo chcieli się sobą nacieszyć, zupełnie jakby przewidywali, że już tego nie doświadczą w obecnym wcieleniu. Obskurne, poobdzierane ściany, niegdyś koloru oliwkowozielonego, były zmuszone obserwować kochającą się parę i, co niezbyt szokujące, nie wykazywały żadnych protestów. Wreszcie, po dwóch godzinach, państwo Leto odłączyli się z miłosnego uścisku. Rozrzucone po całym pokoju poszarpane kawałki śnieżnobiałej sukni ślubnej kontrastowały z porozrywanymi częściami czarnych spodni, przypominając yin i yang.
Z pewnością się działo.
Około piętnaście po drugiej w nocy Clark uniósł powiekę, by zaspokoić oczy widokiem ukochanej, lecz...
Pani Lois Leto nie było w łóżku.
Pan młody nerwowo zeskoczył z barłogu, ubrał dżinsy i narzucił koszulę. Podszedł do okna, otworzył je i wychylił się, wypatrując małżonki. Po kilku chwilach bezskutecznego wytężania wzroku w oczy rzuciła mu się biała sylwetka. Szła w kierunku... jeziora. Clark odwrócił się i w okamgnieniu ruszył do drzwi. Rzucił się biegiem przez korytarz, przeskakiwał po trzy schody, już otwierał drzwi frontowe „Białego tulipana”, lecz Lois była już niebezpiecznie blisko wody.
-    Lois, czekaj! Zatrzymaj się!!! – krzyczał wniebogłosy.
Wbiegł na pomost i rzucił się sprintem w kierunku żony. Był już na wyciągnięcie ręki. Już ją wyciągał, był tak blisko...
W tym samym momencie rozległ się głośny plusk. Leto widział już tylko jasną sylwetkę, zapadającą się coraz głębiej w ciemną toń wody.
Lois Leto utonęła.
  • awatar /Ewelina :D/: To co na razie przeczytałam jest super!! Czekam na dalsze opowiadanie!
Pokaż wszystkie (1) ›